czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 1

 W pewien wietrzny dzień, wyniosły arystokrata przemierzał ulice Londynu. Opatulił się bardziej swoim zielonym szalikiem. Zaklął po cichu, nie rozumiał, dlaczego znajduje w niemagicznej części miasta w tak ponury dzień. Wiatr rozwiewał na wszystkie strony świata jego blond włosy. Chłopak miał ochotę jak najszybciej teleportować się do domu, gdzie czeka na niego jego od niedawna ulubiona zabawka. Uśmiechnął się do siebie na tę myśl i nawet zapomniał o chłodzie. Szedł z wysoko uniesioną głową, uśmiechając się z wyższością do wszystkich, którzy śmieli na niego spojrzeć. Dotarł wreszcie do swojego celu. Ulica Privet Drive była pusta, cicha i spokojna. Dotarł pod dom z numerem czwartym i zapukał. Zastanawiało go, co też jeszcze robi tu Wybraniec, gdy w Dolinie Godryka odrestaurowano posiadłość jego rodziny. Natomiast święty Potter mieszkał sobie z mugolami. Myślał, czego mógł chcieć od niego Potter, że wezwał go najszybciej jak to było możliwe. Drzwi się otworzyły i ukazał się w nich najbrzydszy chłopak jakiego kiedykolwiek arystokrata widział. Gruby, różowy z blond włosami, przypominał mu prosię.
- Tak? – zapytał chłopak, starając przypominać poważnego. Malfoy zaśmiał się w duchu. Zabini miałby z niego ubaw albo pobawiłby się z tym mugolem. Blaise, nowy wielbiciel szlam i zdrajców krwi, nadal pozostawał jego najlepszym przyjacielem. Mimo iż obydwoje mieli inne poglądy do tego typu spraw.
- Dzień dobry, nazywam się Draco Malfoy i przyszedłem w odwiedziny do Harry’ego Pottera, mieszka tutaj jeszcze? – spytał arystokrata dość pretensjonalnym tonem.
- Taa, jasne, chwilę tu pomieszka – mruknął. – Wejdź – powiedział i otworzył szerzej drzwi.
Prychnął zdegustowany. Zrozumiał teraz brak manier u Pottera, skoro mieszkał z takim niewychowanym prosiakiem, to nie ma co się dziwić.
- Dudley, kto przyszedł?! – krzyknął ktoś, schodząc po schodach, Draco od razu rozpoznał ten głos. Parę sekund później pojawił się przed nim zbawca świata czarodziejów.
- Cześć, Malfoy – przywitał się młodzieniec. – Jak się masz? – zapytał, uśmiechając się. Draco uniósł brew, że niby Harry Potter się do niego uśmiechnął? No tak, zakopali topór wojenny, ale o przyjaźni nie było mowy, chyba że rzuciliby na niego Obliviate i nic by nie pamiętał.
- Witaj, Potter – odparł. – Mam nadzieję, że to jakaś ważna sprawa, bo ostatnio mam ważniejsze sprawy na głowie – powiedział poważnym tonem Malfoy, faktycznie miał ważną sprawę na głowie, czekała na niego w domu, a przecież jego zabawka też musi jeść, nie karmił jej dawno.
- Widzę, Malfoy, że nie jesteś zbyt przyjaźnie nastawiony ku mnie – rzucił ironicznie Harry. Draco przewrócił oczami. To, że się pogodzili, wcale nie oznaczało, iż młody czarodziej zacznie mieć z nim przyjazne stosunki.
- Mów, czego chcesz, Potter, śpieszę się – odparł blondyn. – Nie po to przemierzałem taką część niemagicznego Londynu w tę okropną pogodę, aby potem czekać na nowinki od Chłopca, Który Przeżył.
- No, już dobrze, Malfoy – powiedział Harry. – Zapewne wiesz, że ostatnio Hermiona gdzieś zniknęła – odparł.
Draco uśmiechnął się w myślach.
- Doprawdy? – zapytał, udając zaskoczonego. – A co mnie to obchodzi? Gdyby nie żyła i tak bym nie zauważył – rzucił pogardliwym tonem. – Pewnie szlamcia wyjechała gdzieś na wakacje i po prostu was o tym nie powiadomiła – powiedział znudzonym tonem. – Cóż, Granger może w końcu znudziła się Łasicą i Wybrańcem – zaśmiał się. Harry spojrzał na niego z ukosa z niesmakiem. Nie wiedział, co było gorsze – to, że Malfoy nazwał jego najlepszą przyjaciółkę szlamą czy to, że w ogóle nie obchodziła go ta sytuacja, a właśnie w tej sprawie poprosił chłopaka o odwiedziny.
- Nie nazywaj jej tak w mojej obecności, Malfoy.
Blondyn tylko prychnął z politowaniem.
– Cóż, muszę przyznać, Draco, jeśli pozwolisz, będę mówił ci po imieniu.
 Niebieskooki wzruszył ramionami, co oznaczało brak jakiegokolwiek sprzeciwu, by Harry mówił do niego po imieniu
– Świetnie – uśmiechnął się Wybraniec. – Twoja teza o tym, że Hermiona gdzieś wyjechała też była przez nas rozpatrywana – powiedział Złoty Chłopiec.
- Brawo, Potter, wiedziałem, że w końcu nadejdzie ten dzień i ty z Łasicą w końcu użyjecie swojego groszku – zaklaskał w ręce.
Czarnowłosy spojrzał na niego wzrokiem jakiego nie powstydził by się sam bazyliszek.
Arystokrata zaśmiał się szczerze. Zielonookiemu nie było tak do śmiechu jak arystokracie.
- Możesz przez chwilę zachowywać się poważnie? – spytał z irytacją Harry, patrząc w stronę chłopaka. – Jestem zmęczony tym wszystkim i nie mam sił, więc bądź łaskaw, Malfoy, i zastopuj pokłady sarkazmu i ironii.
Blondyn spojrzał na Pottera i dostrzegł to, o czym chłopak mówił. Harry schudł, jego skóra poszarzała, miał sińce pod oczami i spierzchnięte usta. Widać było, że jest zmęczony i od dłuższego czasu nie sypiał za dobrze. Draconowi zrobiło się żal zielonookiego, lecz szybko ta myśl opuściła jego głowę. Zastanawiało go jednak, co też może być przyczyną wycieńczenia Pottera. Kiwnął jedynie głową i słuchał dalej chłopaka.
- Hermiona nie wyjechała na żadne wakacje, byliśmy w jej mieszkaniu, wszystko zostało zbezczeszczone tak jakby ktoś się włamał i porwał Hermionę, i boję się, że te przypuszczenia mogą okazać się prawdziwe – zasmucił się. – Szukamy jej wszędzie, ale nie ma po niej śladu, sprawca nie zostawił nawet włosa, normalnie, idealnie mu to wyszło. Prawdopodobnie planował to od dawna, a my przez bite trzy tygodnie byliśmy przekonani, że jest na wakacjach. Jak mogłem być taki głupi – usiadł, kręcąc głową. – Dałem mu tyle czasu, że może być teraz wszędzie.
Malfoy uśmiechnął się pod nosem.
- I co ja mam z tym wspólnego? – zapytał arystokrata.
- Uruchomiłem wszystkie swoje kontakty, powiadomiłem ministerstwo, ale to nadal za mało – zaczął Harry.
- I? – zapytał blondyn.
- Pomyślałem, że może uruchomiłbyś swoje kontakty, jesteś obeznany, znasz masę ludzi, oczywiście zapłacę, ile będzie trzeba – dodał szybko.
- Mam robić cokolwiek dla Granger? Nie ma mowy. – Pokręcił przecząco głową, zakładając ręce na piersi. – Pomagać odnaleźć szlamę? To nie w moim stylu, dla mnie mogłaby umrzeć –  powiedział chłodno. W głębi ducha wiedział, że znalazłby dziewczynę i bez kontaktów, ale Potter nie musiał wiedzieć o jego słodkiej tajemnicy.
- Malfoy – westchnął Wybraniec – proszę cię – powiedział.
Chłopak pokręcił przecząco.
- Nie – odparł. – Nie pomogę Granger.
- Dlaczego? – spytał Harry.
Młody arystokrata zaśmiał się szczerze. Harry uniósł brew i spojrzał na niego, nie rozumiejąc, co tak śmieszy chłopaka.
- Naprawdę nie wiesz, Potter? – zapytał Draco nadal wyraźnie rozbawiony.
Czarodziej pokręcił przecząco głową.
- Nie – powiedział. –  ­Wytłumacz – zażądał.
- Och, to takie banalne, Potter – westchnął Draco. – Granger jest szlamą, teraz rozumiesz?
- Och, proszę cię Malfoy – westchnął Potter– zrobię wszystko, co chcesz – odrzekł.
Malfoy uniósł brew i uśmiechnął się szatańsko. Mam w garści nawet Pottera – pomyślał.
- Wszystko? – zapytał.
- Wszystko – odparł Harry.
- Wykorzystam to, Potter, kiedy nadejdzie czas, a teraz obiecuję ci uruchomić wszystkie swoje kontakty, aby odnaleźć te szl... znaczy Granger – poprawił się, widząc wzrok Harry’ego.
- Tak szybko zgodziłeś się mi pomóc, Malfoy? – zapytał z niedowierzaniem.
- Wiesz, Potter, mam cię teraz tak jakby w garści, nie przepuszczę takiej okazji. – Szyderczy uśmiech wpłynął na jego bladą twarz.
- Nie da się ukryć – mruknął uśmiechając się zielonooki. – To co, Malfoy, umowa? – wyciągnął ku niemu rękę, chłopak przyjął ją i uścisnął.
- Umowa, Potter – powiedział. Och, gdybyś tylko wiedział, Potter…, zaśmiał się w myślach Draco.
- Dostałeś list? – zapytał po chwili Złoty chłopiec.
- Jaki? Ach ten, tak, dostałem list z Hogwartu – powiedział Draco – Mniemam, że święty Potter również otrzymał zaproszenie na ukończenie siódmego roku nauki? A jeśli ty, to również Łasica, tak? Od razu odechciewa mi się tam wracać – rzekł znudzonym tonem. Miał wrócić do szkoły razem ze swoją niespodzianką, ale nadal nie wiedział jak to będzie dokładnie wyglądać. Pomyśli o tym później.
- Wracamy z Ronem – wzruszył ramionami. – Będziemy nadal szukać Hermiony, ale ona chciałaby, żebyśmy ukończyli szkołę, robimy to głównie dla niej – westchnął smutno. – Mam nadzieję, że się odnajdzie.
- Potter, jeśli ja uruchamiam swoje znajomości, nie ma takiej możliwości, by Granger się nie znalazła – powiedział wyniośle. – Jeszcze zobaczysz te jej kudły w Hogwarcie.
- Malfoy miły, no nie wierzę – powiedział zgryźliwie Harry.
-  Pamiętaj, że zrobisz dla mnie wszystko Potter, więc mogę być miły – powiedział z nutką ironii w głosie.
- Zaprzedałem duszę diabłu – pokręcił z niedowierzaniem Wybraniec.
- Potter, my tu gadamy o niczym, a ja muszę już wracać, mam ważne rzeczy na głowie. – Uśmiechnął się pod nosem nagle coś sobie przypominając – Ach, Potter…
Wybraniec spojrzał na niego.
- Tak? – zapytał czarnowłosy.
- Na pewno masz jakieś kartki powiadamiające społeczność czarodziejską o zaginięciu tej – urwał, wiedząc, że chciał nazwać ją szlamą – Granger – dopowiedział – Mógłbym dostać?
- Ta, jasne, powinienem je gdzieś tu mieć. – Potter zaczął gorączkowo grzebać w szufladach kuchennych. Draco teraz mógł przyjrzeć się pomieszczeniu, wcześniej nie tylko nie było na to okazji, a także niezbyt ciekawił go wystrój domu jego odwiecznego wroga. Od razu pożałował decyzji o przyjrzeniu się pomieszczeniu. Było okropne. Kuchnia została cała wytapetowana we wzory przypominające coś na kształt kwiatów, ale tapeta była tak stara i wyblakła, że Draconowi nie chciało się nad tym zastanawiać. Niektóre kawałki odrywały się od ściany. Blondyn spojrzał z niesmakiem na meble. Wyblakłe brązowe szafki z połamanymi rączkami, obdrapane i źle dopasowane. Młody Malfoy nie miał większej ochoty tego oglądać.
- Potter, czy ta kuchnia nie mogła być piękniejsza? – spytał sarkastycznie Malfoy podczas, gdy Złoty Chłopiec poszukiwał kartki.
- Eeee, no wiesz, ciotka i wuj niedługo wracają i mają zamiar to wszystko umeblować, na razie jest tu ze mną wyłącznie Dudley i jakoś nam się nie chce nic z tym robić. – Wzruszył ramionami, uśmiechając się w stronę Ślizgona przepraszająco.
- Ech, Potter… – Pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Mam! - krzyknął Gryfon, machając kartką papieru. Draco wziął ją do ręki.
- Dzięki, Potter – odparł.
- Taa, proszę – machnął ręką – i dziękuję, że pomożesz nam w odnalezieniu Hermiony.
- To dla mnie drobnostka, Potter, a teraz naprawdę muszę już iść, do zobaczenia w szkole.
- Cześć, Malfoy – powiedział. Draco teleportował się przed Malfoy Manor.

*
Wszedł do swojej posiadłości, dokładnie w tym samym czasie pojawił się przed nim jego wierny skrzat, odbierając mu plaszcz.
- Panna Malfoy, czeka w salonie, sir. – Ukłonił się nisko skrzat.
- Za ile mogę spodziewać się obiadu? – zapytał pełnym wyższości głosem, patrząc z niesmakiem na skrzata.
- Za chwilę, sir. – Znów się skłonił.
- To wszystko, Kredko.
Skrzat zniknął w mgnieniu oka. Chłopak skierował się ku ogromnemu salonowi urządzonemu typowo w stylu Malfoyów. Ściany w kolorze ciemnego fioletu idealnie komponowały się z ogromnym kryształowym żyrandolem. Na ścianach wisiały obrazy przodków rodu, wielkich czarodzieji, a po prawej stronie umieszczony został portret Dracona, który się nie uśmiechał. Minę miał poważną i wyniosłą. Ubrany był w szmaragdową szatę, doskonale pasującą do jego mleczno-białej cery. Jego platynowe włosy połyskiwały niczym diamenty. Uśmiechnął się, widząc swój portret. Czarna skórzana sofa ustawiona  stała pośrodku pięknego pokoju. W rogu pomieszczenia był komin, w którym wesoło skakały płomienie. Draco powrócił wzrokiem na skórzaną sofę i zobaczył ją. Niewysoka, platynowłosa dziewczyna siedziała na kanapie. Jej nogi ułożone były na bok, długie blond pasma opadały na jej śnieżno białą twarz. Jest podobna do mnie, pomyślał Draco. Spojrzał w dół i ujrzał na dywanie czerwoną plamę, wzrok natychmiast przeniósł ku dłoniom dziewczyny. W jednej ręce trzymała srebrny sztylet, z którego skapywała krew, zresztą cała jej blada dłoń była we krwi. Przeniósł wzrok na drugą rękę i o mało co nie krzyknął. Dziewczyna wręcz precyzyjnie przecinała swoją skórę, przedramię okalane było kreskami, skąd sączyła się krew. Draco szybko podbiegł do blondynki i wyrwał jej nóż z ręki. Spojrzała na niego swoimi błękitnymi tęczówkami, w których wyraźnie dostrzegalne było rozbawienie. Jej malinowe usta wykrzywiły się w niewinnym uśmiechu. Spojrzała na okaleczona rękę, potem na Dracona, a potem znów na okaleczoną dłoń, delikatnie ją polizała. Malfoy spojrzał na nią z oburzeniem.
- Idalio! – krzyknął oburzony. – Co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz?
Dziewczyna wzruszyła obojętnie ramionami.
- Bawię się, krew jest taka piękna, nie sądzisz – zaśmiała się perliście. – Och, nie skończyłam swojego dzieła. To wszystko twoja wina! – krzyknęła, kierując na niego palec. W jedne sekundzie po uśmiechniętej blondynce nie było już śladu. Opadła na podłogę założyła ręce na głowę i zaczęła się ciągnąć za włosy. Płakała głośno i cały czas szeptała do siebie, bujając się do przodu i do tyłu. – To wszystko ich wina, nie mam błękitnej krwi, miałabym, gdyby nie on, on jest wszystkiemu winny, tak, zabije go i będę taka jak mówił.
Malfoy ukucnął przy dziewczynie i zaczął nią potrząsać.
 - O kim ty, do cholery, mówisz?! – krzyknął. – Idalia, ocknij się – ponownie nią potrząsnął – proszę cię.
Spojrzeli sobie w oczy. Dziewczyna uspokoiła się i przytuliła do blondyna. Oddał jej uścisk i pogłaskał po głowie. Zaczęła cicho szlochać.
- P-przepraszam, D-Draco – szepnęła, szlochając. – J-ja n-nie w-wiem j-już… – Przytuliła go mocniej.
- Już, cii – szepnął, uciszając ją i odsuwając od siebie. – Lepiej? – zapytał. Kiwnęła powoli głową. Ucałował ją w czoło. – Musimy coś zjeść, chodź. – Podał jej dłoń i nagle sobie przypomniał – Ale najpierw… – nie dokończył.
- Co najpierw? – spytała cicho.
- Musimy zająć się tym – pokazał na zakrwawione dłonie. Spuściła głowę i pokiwała niezauważalnie. – Usiądź – powiedział. Podszedł do szafki, otworzył ją i wyjął bandaż oraz eliksir uzdrawiający. – Masz, wypij – podał jej fiolkę, w tym samym czasie, gdy dziewczyna sączyła eliksir, Draco oczyścił ranę i obandażował ją. Patrzyła się na niego. – Co? – zapytał.
- Nie, nic, to kochane, że się o mnie troszczysz – uśmiechnęła się do niego.
- Nadrabiam te osiemnaście lat – wzruszył ramionami kończąc swoje dzieło – proszę – odparł.
- Dziękuję – powiedziała niebieskooka – to teraz idziemy zjeść? – spytała.
- Tak, Kredka mówiła, że obiad będzie lada moment.

*
Po najedzeniu się, Draco siedział wygodnie rozparty na kanapie, sącząc czerwone wino. Rozmyślał o swoim planie względem Idalii. Cały ten cyrk poświęcony jest właśnie jej i temu przeklętemu wierszowi, na pewno wieczorem dołoży nowy wers do tego przeklętego wiersza. Czas porozmawiać z naszą ukochaną zabaweczką. Uśmiechnął się w kierunku dziewczyny, która czytała jakąś książkę.
- Wrócę za co najwyżej godzinę – rzucił w jej stronę, kiwnęła głową. Nigdy nie pytała Dracona, gdzie i po co idzie. Wiedziała bowiem, że jej brat nienawidzi tych pytań i woli, kiedy nikt nie wiedział, co robi. Lubił prywatność, a ona to szanowała. Chłopak skierował się w stronę starych lochów, gdzie za czasów Lorda Voldemorta trzymano więźniów. Najpierw jednak skierował się do małego pomieszczenia, w którym znajdował się eliksir wieloskokowy, który Draco musiał wypić. Wrzucił tylko włosy tego mugola, który swego czasu służył mu za informatora, ale niestety teraz siedział sobie na jakiejś wyspie, którą podarował mu Draco w zamian za pukiel włosów, po które chłopak często się udawał, uprzednio ubierając się w burgundową szatę.
Spojrzał w lustro wiszące na ścianie. Niewysoki brunet o szarych tęczówkach, włosy związane w kitkę, ów mężczyzna był w miarę przystojny. Ale nie tak przystojny jak ja, pomyślał Malfoy. Wyszedł z pomieszczenia kierując się ku bardzo oddalonemu lochowi, był to najciemniejszy i najstraszniejszy loch w całym Malfoy Manor. Wyjął klucze z prawej kieszeni i otworzył loch. W rogu przykuta rękami i nogami do ściany siedziała usmolona dziewczyna z burzą loków. Spojrzała w stronę młodego Malfoya nienawistnym spojrzeniem. Chłopak zaśmiał się tylko.
- Witaj, Granger, tęskniłaś? 

Witam was ponownie moi mili! :) Pod ostatnim postem doczekałam się naprawdę masę miłych komentarzy, za które z całego serca dziękuję, to wiele dla mnie znaczy. :) Miałam małe zawahania, kiedy pisałam ten rozdział. Boję się, że nie spodoba wam się tak jak prolog. Lecz napisałam rozdział, został on sprawdzony za co bardzo dziękuję. Nie przedłużam. Zmykam i proszę o minutkę na pozostawienie opinii na temat rozdziału w komentarzu. Pozdrawiam!
Rose Prince 

niedziela, 31 lipca 2016

Prolog

Moje ręce widziały więcej ostrzy niż twoje oczy
 Moja krew płynęła dużo szybciej niż bicie twojego serca 
Moje łzy skapywały szybciej i częściej niż byś chciał 
Moja odwaga zanikała każdego dnia po wejściu do domu 
 Moje policzki częściej odczuwały ból niż ty głód 
 Moja siła odwaga i cale emocje umierają wraz z otwarciem drzwi
 Moje uszy słyszały więcej obelg niż ty mrugnąłeś powieką
W moich żyłach płynęła błękitna krew 
Mimo to po rozcięciu nie była błękitna 
Była czerwona 
Brudna nie nadająca się na arystokratyczny ród 
Krzyczałam 
Utraciłam zmysły 
Bez nadziei na odnalezienie 
Na pomoc
 W końcu
 Odnaleźli mnie
 Moja krew 
 Krew z ich krwi 
Kość z ich kości 
A mimo to nadal krzyczałam
 Zamknęli mnie aż przestałam 
Przyszedł on 
Moja kopia 
Chciałam go zabić 
Nie udało się 
Płacz złość i udręka ogarnęły całą moją dusze i ciało 
Do dziś

Witam was moi drodzy na moim nowym blogu. :) Liczę, że prolog się wam spodobał i zachęcił do zostania ze mną i zagłębienia się w tę historię. Nie przedłużając i nie chcąc was męczyć proszę o opinie w komentarzach. Dziękuję moi mili i do zobaczenia wkrótce!


Rose Prince

Czytelnicy